Notowania

11 listopada
12.11.2014 06:00

Marsz Niepodległości. 276 osób zatrzymanych. "Policja świetnie sobie poradziła"

Mundurowi użyli broni gładkolufowej i m.in. armatek z wodą barwioną, by móc łatwiej identyfikować zadymiarzy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Tomasz Gzell)

276 osób doprowadzonych na policję, kilkadziesiąt osób zostało rannych - 51 policjantów i 24 osoby cywilne - to aktualny bilans Marszu Niepodległości, który wczoraj po południu przeszedł ulicami Warszawy. Szefowa stołecznego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego Ewa Gawor pozytywnie oceniła działania policji. Organizatorzy marszu odcinają się od ataków funkcjonariuszy.

Aktualizacja 8:32

Jak poinformował rano rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, spośród 51 policjantów, którzy odnieśli obrażenia, 44 trafiło do szpitala, 11 jest nadal hospitalizowanych.

Rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Mrozek powiedział rano, że zatrzymani odpowiadać będą m.in. za czynną napaść na policjantów, za uszkodzenie mienia, udział w nielegalnym zbiegowisku i np. posiadanie narkotyków.

- _ Będziemy ich rozliczać jak najszybciej po zgromadzeniu materiału dowodowego. Jeśli będzie taka możliwość, będziemy korzystać z trybu przyspieszonego _- dodał Mrozek. W tzw. trybie przyspieszony policja ma 48 godzin na postawienie podejrzanego przed sądem, z kolei sąd może wydłużyć czas rozpatrzenia sprawy do 78 godzin.

Rzecznik KSP poinformował również, że ranni policjanci mają obrażenia głowy, rąk i nóg; jeden z nich ma złamany obojczyk.

Ewa Gawor poinformowała, że największe zniszczenia są w na rondzie Waszyngtona i prawdopodobnie w al. Zielenieckiej. Wymieniła zniszczone znaki drogowe, wygrodzenia przystanków tramwajowych oraz bruk.

_ - Uważam, że policja znakomicie sobie poradziła z sytuacją, bardzo skutecznie odgrodziła zatrzymanych chuliganów od Marszu Niepodległości. Chuligani atakowali nie tylko policjantów, ale również uczestników Marszu, straż Marszu _ - podkreśliła Gawor.

Szef stołecznej policji insp. Michał Domaradzki potwierdził, że na komisariaty doprowadzono ponad 200 osób. - _ Wierzę w to, że nie jest to jeszcze lista i liczba zamknięta _ - dodał komendant. Pytany o potencjalne zarzuty dla zatrzymanych, powiedział, że główny zarzut to udział w nielegalnym zbiegowisku, za co grozi do trzech lat więzienia.

[ ( http://static2.money.pl/i/galeria/251/0/774907_m133.jpg ) ] (http://manager.money.pl/galerie/marsz-niepodleglosci-doszlo-do-starc-z-policja-g796609.html) *Zobacz zdjęcia z Marszu Niepodległości *

Domaradzki przyznał również, że postawa policjantów mogła być przez demonstrantów interpretowana jako zbyt stanowcza, ale - jak dodał - były to działania w trosce o bezpieczeństwo ludzi świętujących rocznicę odzyskania niepodległości.

Pytany o wykorzystanie do zabezpieczenia marszu policyjnych antyterrorystów, komendant przyznał, że _ do dynamicznych zatrzymań wykorzystano policjantów również z jednostek, które są do tego wyszkolone _.

Zdaniem rzecznika warszawskiej policji Mariusza Mrozka zamieszki wywołali kibole, którzy podłączyli się do marszu. - _ Najprawdopodobniej mamy do czynienia z pseudokibicami wielu drużyn, na co wskazują barwy klubowe _ - mówił. Mrozka.

Organizatorzy odcinają się od ataków

Inicjatorzy Marszu Niepodległości w Warszawie dystansują się od ataków na funkcjonariuszy. Mimo iż apelowali o zachowanie spokoju, zamaskowani chuligani wszczynali burdy. W policjantów rzucano petardami, kamieniami i butelkami. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i broni gładkolufowej.

Szef stowarzyszenia Marsz Niepodległości Witold Tumanowicz obarczał policję odpowiedzialnością za wywołanie zamieszek.

- _ Apelujemy o nie uleganie policyjnym prowokacjom. Nikt nie rzuca w policję _ - mówił Tumanowicz.

Uczestnicy marszu są zdania, że agresję wzbudzała policja. - W miejscach, w których policja się wycofuje, nagle robi się spokojniej. Tam gdzie się ona przemieszcza w stronę tłumu, tam wykluwa się agresja - mówił uczestnik marszu - mówił uczestnik marszu.

Inny uczestnik wskazywał również na to, że policja wbiegła w tłum spokojnych ludzi. Wówczas atmosfera się zaogniła.

Marsz Niepodległości w tym roku przeszedł inną trasą niż w latach ubiegłych - począwszy od ronda Dmowskiego, Alejami Jerozolimskimi, mostem Poniatowskiego na praski brzeg Wisły. Zakończył się na błoniach Stadionu Narodowego.

Od początku dochodziło do drobnych incydentów

Uczestnicy manifestacji odpalali petardy, rzucali race. Już na samym początku doszło do zaatakowania policjantów przez kilkunastu chuliganów. Do zamieszek doszło jednak na końcu trasy marszu, choć bojówkarze cały czas atakowali policjantów i prowokowali uczestników manifestacji.

_ - Gdy uczestnicy pochodu schodzili z mostu Poniatowskiego, oddzieliła się od nich grupa kilkuset osób i pobiegła w stronę policjantów na rondo Waszyngtona. Podjęliśmy decyzję o delikatnym wycofaniu się, żeby ich odciągnąć od marszu. Poprosiliśmy też organizatora, żeby na chwilę wstrzymał pochód i bocznymi drogami wprowadziliśmy policjantów tak, by znaleźli się na jego czole _ - relacjonował Sokołowski.

Jak dodał, atakująca grupa widząc kordon policjantów, zaczęła uciekać w kierunku ulicy Francuskiej, tam policjanci próbowali ją ponownie otoczyć. Chuligani widząc, co się dzieje, zaczęli jednak uciekać na błonia Stadionu Narodowego.

_ - Ostatecznie udało nam się ich oddzielić i zepchnąć na bok, tak by marsz mógł się zakończyć zgodnie z planem. Użyliśmy broni gładkolufowej i m.in. armatek wodnych z wodą barwioną, by móc łatwiej identyfikować zatrzymywać zadymiarzy _ - zaznaczył Sokołowski. Jak wyjaśnił, w akcje zaangażowane były specjalne zespoły policyjne do tego typu zatrzymań. Chodziło o to, by chuliganów wyłapywać - po kolei - z atakującego funkcjonariuszy tłumu.

Bojówkarze rzucali w stronę policjantów kostką brukową, butelkami, racami, petardami, drzewcami flag. Rannych zostało 12 funkcjonariuszy. Jeszcze wczoraj wieczorem miała ich odwiedzić w szpitalu minister SW Teresa Piotrowska i komendant główny policji Marek Działoszyński. Poszkodowanych - według wstępnych danych - zostało też 16 uczestników zamieszek.

Wśród doprowadzonych na policję osób jest też ponad 80, które trafiło tam jeszcze przed marszem - to ci, którzy mieli przy sobie petardy, race - niedozwolone podczas zgromadzenia, a także m.in. ochraniacze na zęby i pałki. Reszta z ponad 200 to m.in. chuligani biorący udział w zadymach na rondzie Waszyngtona.

Nie wiadomo ilu policjantów brało udział w akcji

Policja nie chce ujawniać, ilu funkcjonariuszy zaangażowanych było w zabezpieczenie zgromadzeń i marszy w Warszawie, które odbywały się wczoraj. Wiadomo jedynie, że do stolicy przyjechało kilka tysięcy policjantów z innych komend wojewódzkich. To m.in. oni będą dbać o to, by uczestnicy Marszu Niepodległości spokojnie się rozeszli i wyjechali ze stolicy.

Sokołowski podkreślił również, że straż powołana przez organizatora marszu, próbował wielokrotnie rozładowywać sytuację. - _ Widać, że z roku na rok jest coraz bardziej świadoma zadań, które przed nią stoją _ - dodał.

W ubiegłym roku w związku z incydentami, do których doszło właśnie podczas tego Marszu Niepodległości, zatrzymano 74 osoby. Podpalona została wówczas instalacja _ Tęcza _ na pl. Zbawiciela i m.in. budka strażnika przed Ambasadą Rosyjską.

Czytaj więcej w Money.pl
Marsz Niepodległości. Policja interweniowała Przy wejściu na most grupa kilkunastu zamaskowanych osób rzucała petardy w miejsca, gdzie stoją policjanci.
"Armia patriotów" 11 listopada nie musi pokazywać twarzy W Święto Niepodległości w Warszawie szykuje się kilka demonstracji. Projekt zakazu zakrywania twarzy nie przeszedł.
Hołd czy faszystowskie pozdrowienie? Do incydentu doszło na zakończenie marszu, nazwanego Marszem Niepodległej Polski, zorganizowanego w Białymstoku
Tagi: 11 listopada, marsz niepodległości, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, prawo, najważniejsze, wiadmości, czołówki
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz