Notowania

wypadek samolotu
09.07.2014 16:15

Komisja o wypadku pod Częstochową. Samolot powinien być...

Samolot, który w sobotę rozbił się pod Częstochową, bezpośrednio przed katastrofą powinien znajdować się 200-300 m wyżej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Waldemar Deska)

Samolot, który w sobotę rozbił się pod Częstochową, bezpośrednio przed katastrofą powinien znajdować się 200-300 m wyżej; możliwe, że wpływ na to miała wysoka tego dnia temperatura - zasygnalizował w środę wiceprzewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

W katastrofie samolotu piper navajo używanego przez prywatną szkołę spadochronową zginęło 11 osób, ocalała jedna. Miejsce katastrofy znajdowało się ok. 3 km w linii prostej od lotniska w Rudnikach, skąd wystartowała maszyna.

Podczas briefingu w Częstochowie wiceszef PKBWL Andrzej Pussak mówił m.in., że istotnym czynnikiem może być wysoka temperatura, która panowała w sobotę. _ - Wysoka temperatura zawsze działa negatywnie na silniki lotnicze - sprawność silnika wraz z jej spadkiem wzrasta. Zaskoczeniem dla Komisji było to, że w takiej odległości od lotniska samolot znajdował się na wysokości ok. 100 metrów. Według wstępnych wyliczeń w tym miejscu powinien mieć on wysokość ok. 300-400 metrów _ - wskazał Pussak.

Jak dodał, nie oznacza to, że warunki do lotu były nieodpowiednie. _ Pogoda nie miała wpływu na zdarzenie, jednak wobec wagi samolotu, pasażerów, czego jeszcze nie wiemy, czynniki temperaturowe obniżały sprawność silników, a zarazem pogarszały aerodynamikę tego samolotu _ - zaznaczył ekspert.

Wcześniej rzecznik prowadzącej śledztwo ws. katastrofy prokuratury Tomasz Ozimek podkreślił, że mimo dotychczasowych ustaleń, zgodnie z którymi w chwili uderzenia o ziemię nie pracował lewy silnik samolotu, śledczy nadal biorą pod uwagę trzy główne wersje śledcze: awarię samolotu, błąd pilota i nieprawidłowości w organizacji lotu.

_ Te kwestie nadal będziemy sprawdzać, a w tym ostatnim wątku np. kwestię ewentualnego przeciążenia samolotu. Może tu bowiem istnieć jakiś splot przyczyn i przyczyną tej katastrofy jest nie tylko sama awaria silnika, która - wszystko na to wskazuje - nastąpiła _ - podkreślił Ozimek.

PKBWL ustaliła dotąd m.in., że w momencie katastrofy nie pracował lewy silnik maszyny. Wiele wątpliwości jest też co do prawego silnika. Specjaliści nie wiedzą na razie m.in., dlaczego lewy silnik nie pracował, a także dlaczego jego śmigło nie przestawiło się w tej sytuacji w położenie ograniczające opór powietrza. Będą starali się sprawdzać to, badając urządzenia mechaniczne w kabinie wraku.

Pussak przekazał też, że pilot samolotu próbował awaryjnie lądować, do czego już wcześniej doszli przedstawiciele Komisji - na podstawie ułożenia oraz otoczenia wraku. Ich przekonanie potwierdził podczas poniedziałkowego przesłuchania ocalały w katastrofie 40-latek.

Zgodnie z zeznaniami mężczyzny, pilot przed katastrofą poinformował pasażerów o procedurze awaryjnego lądowania (świadek jednak nie potrafił wskazać, co było tego przyczyną). Po tej informacji pilota pasażerowie założyli kaski i przyjęli odpowiednią pozycję, przypominającą embrionalną.

Według świadka wówczas doszło do tzw. przeciągnięcia, czyli utraty siły nośnej i sterowności - przy niskiej prędkości i wobec innych czynników. To zeznanie pokrywa się z wnioskami ekspertów PKBWL - samolot na trasie zmierzającej do miejsca odpowiedniego dla lądowania awaryjnego zaczął spadać, uderzając o ziemię pod ostrymi kątami pochylenia i przechylenia.

Prok. Ozimek przekazał w środę informacje z wtorkowego przesłuchania żony właściciela szkoły, który zginął w katastrofie. Potwierdziło ono wcześniejsze doniesienia o problemach z silnikami maszyny - m.in. już podczas transportu do Polski z USA. Później do Polski został sprowadzony mechanik ze Stanów Zjednoczonych, wobec problemów, które pojawiły się na _ kilka-kilkanaście dni _ przed katastrofą.

Śledczy podczas tego przesłuchania zdobyli też wiedzę, gdzie szukać kopii części dokumentów, które najpewniej uległy zniszczeniu podczas katastrofy. Współwłaścicielka szkoły przekazała, że maszyna należała do warszawskiej firmy, która leasingowała ją szkole spadochronowej, źródłem mogą być też dane z kontroli Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Prokuratorzy wystąpili już do tych instytucji.

Pussak przypomniał, że z miejsca katastrofy wywieziono już wymontowane z wraku elementy, których specjalistyczne badania będą prowadzone w laboratoriach. Chodzi m.in. o wyposażenie elektroniczne maszyny, a także silniki wraz z przekładniami i śmigłami. Do magazynu przewieziono też kadłub i skrzydła - pozostaną tam do zakończenia śledztwa.

We wtorek zakończyły się sekcje zwłok ofiar katastrofy. Biegli dysponują już materiałem do badań genetycznych - również pobranym od rodzin materiałem porównawczym. Zapowiadali, że - jeżeli nie powstaną dodatkowe trudności - powinni zakończyć identyfikację do piątku. Wówczas będzie mogła powstać ostateczna, potwierdzona lista ofiar.

Do wtorkowego wieczora w śledztwie przesłuchano ok. 20 świadków - m.in. osoby związane ze szkołą spadochronową, osoby z kręgu lotniska w Rudnikach, a także członków rodzin i mieszkańców okolic miejsca katastrofy.

We wtorek lekarze z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie zdecydowali o możliwości przetransportowania 40-latka, który przeżył katastrofę. Mężczyzna doznał w wypadku złamania ręki, urazu klatki piersiowej oraz kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Jak przekazała rzeczniczka placówki, rodzina prosiła o nieinformowanie o szczegółach jego stanu zdrowia i dalszego leczenia.

Katastrofie uległ dwusilnikowy Piper PA-31 Navajo, sprowadzony do Rudnik niedługo przed katastrofą przez prywatną szkołę spadochronową Omega. Samolot został przerobiony pod kątem skoków spadochronowych, m.in. wymontowano z niego większość wewnętrznego wyposażenia, przez co mógł zostać zarejestrowany na większą niż pierwotnie liczbę osób. Maszyna spadła w pewnej odległości od zabudowań, w miejscowości Topolów, w gminie Mykanów. Po katastrofie wrak palił się.

W chwili przyjazdu strażaków na miejsce, poza samolotem znajdowały się trzy osoby, które zdołały odciągnąć z wraku mieszkające w pobliżu osoby, wśród nich b. strażak. Ciała dziewięciu ofiar, które znajdowały się we wraku, zostały praktycznie zwęglone.

Andrzej Pussak i Tomasz Ozimek wystąpili w środę na wspólnym briefingu - po zakończeniu zasadniczej części spotkania mającego podsumować dotychczasowe ustalenia służb po katastrofie. PKBWL i prokuratura prowadzą odrębne postępowania, choć współpracują ze sobą. Zadaniem Komisji jest znalezienie przyczyny wypadku i wskazanie właściwych działań profilaktycznych. Częstochowska prokuratura prowadzi śledztwo pod kątem przestępstwa sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym.

Obie instytucje współpracują na podstawie porozumienia zawartego w grudniu ub.r. przez Prokuratora Generalnego z przewodniczącym PKBWL - na gruncie nowych przepisów europejskich. Przedstawiciele obu służb wskazują, że katastrofa lotnicza pod Częstochową była pierwszym tak dużym zdarzeniem, w którym zastosowano reguły tego porozumienia.

Czytaj więcej w Money.pl
Ocalały z katastrofy przemówił. Cenne zeznanie W sobotę po południu w katastrofie maszyny używanej przez prywatną szkołę spadochronową zginęło 11 osób, ocalała jedna.
Awaryjne lądowanie na autostradzie Mały jednosilnikowy samolot wylądował awaryjnie na autostradzie w Teksasie, zderzając się z dwoma samochodami....
Katastrofa samolotu w Boliwii. Nie żyje 8 osób Samolot podchodził do lądowania przy ulewnym deszczu.
Rozbił się samolot z czasów II wojny światowej Maszyna spadła do morskiej Zatoki Galveston. Pilot i pasażer ponieśli śmierć.
Tagi: wypadek samolotu, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, prawo, wiadmości
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz