Notowania

katastrofa samolotu
18.07.2014 20:15

Katastrofa samolotu. Do kogo należała broń?

Według redaktora prowadzącego magazyn "Armia", malezyjski samolot zestrzelono przez pomyłkę. I wcale nie była to broń pochodząca z Rosji.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/EPA)

Nieprawdopodobne, by zestawu Buk mógł użyć ktoś zupełnie nieprzygotowany - uważa redaktor prowadzący magazynu _ Armia _ Adam Maciejewski. Ocenił zarazem, że malezyjski samolot zestrzelono przez pomyłkę.

Według władz Ukrainy samolot zestrzelili prorosyjscy separatyści, używając zestawu obrony powietrznej Buk. Zestawy, które po ZSRR przejęła armia Ukrainy, to poradziecki system Buk-M1; nowe, produkowane obecnie w Rosji, mają inne radary i inne nośniki rakietowe.

Samobieżny zestaw Buk opracowany w ZSRR, by zastąpić starsze zestawy Kub, operuje w baterii. Składa się ona z radaru nadzoru 360 stopni, pojazdu dowodzenia oraz pojazdów z wyrzutniami. Część wyrzutni ma stacje naprowadzania pocisków, pozostałe, poza rakietami na wyrzutniach, przenoszą zapasowe pociski.

Pociski są naprowadzane półaktywnie - wiązka wysyłana przez stację naprowadzania umieszczona na wyrzutni odbija się od obiektu, czujnik głowicy naprowadza rakietę na odbite promienie.

Zależnie od pocisku Buk może razić cele na pułapie do 25 km, ponad pięciometrowej długości pocisk przenosi ważącą 70 kg głowicę fragmentacyjną, która, odpalana przez czujnik zbliżeniowy, eksploduje w pobliżu celu i dziurawi go.

_ - Żeby użyć takiego zestawu, trzeba mieć system obrony powietrznej i odpowiednią liczbę przeszkolonych ludzi. Stanowisko dowodzenia zbiera dane ze stacji radiolokacyjnej systemu dotyczące pułapu, prędkości i kursu lecących obiektów. Stanowisko dowodzenia rozdziela cele między wyrzutnie. Żeby skutecznie użyć systemu, trzeba wiedzieć, skąd nadlatuje cel. Stacja podświetlająca potrzebuje danych z radiolokacji _ - powiedział Maciejewski.

Dodał, że zgodnie z procedurą stacja podświetlająca cel pociskom wykorzystuje dane ze stanowiska dowodzenia zestawu Buk lub innego, kompatybilnego systemu, jednak wyrzutnia ma też wskaźnik sytuacji radiolokacyjnej, radar podświetlający o kącie widzenia 120 stopni pozwala na śledzenie niektórych obiektów.

Maciejewski za najbardziej prawdopodobne uznał, że pocisk wystrzelili prorosyjscy separatyści, którzy przejęli broń po armii Ukrainy i chcieli strącić ukraiński wojskowy transportowiec. _ - Opowieści, że zestawy Buk przysłano z Rosji, można włożyć między bajki, z pewnością taka dostawa zostałaby zauważona _ - ocenił. _ - Pytanie, co przejęli rebelianci - czy całe zestawy czy jakieś ich elementy _ - dodał.

_ - Nieprawdopodobne, by byli to zupełni amatorzy, musieli mieć przynajmniej podstawowe przeszkolenie na ten system. Wykluczam, by ktoś celowo strzelał do liniowca _ - powiedział Maciejewski.

Gdyby wykorzystywali tylko radar podświetlający cel, musieliby wiedzieć, z którego kierunku nadlatuje i obrócić antenę we właściwym kierunku. _ Nie wierzę, by byli to zupełni naturszczycy, albo akcję koordynował ktoś, kto kiedyś obsługiwał ten system, albo dezerterzy z armii ukraińskiej _ - podkreślił Maciejewski.

Zwrócił przy tym uwagę, że gdyby separatyści użyli ukraińskiego zestawu do zestrzelenia ukraińskiego samolotu, ten musiałby zostać zidentyfikowany jako swój. Natomiast malezyjski samolot pasażerski zostałby wskazany przez system jako nieznany.

_ - Być może był to wypadek przy pracy po stronie separatystów, trudno uwierzyć w grubą prowokację. Prawdopodobnie nawet nie wiedzieli, do czego strzelają _ - powiedział Maciejewski, wskazując na niedostatki wyszkolenia, emocje towarzyszące działaniom bojowym i fakt, że zestawu użyto poza całościowym systemem obrony powietrznej.

_ Cała sytuacja jest dość dziwna. W normalnych okolicznościach, gdyby były wątpliwości do trasy przelotu, wysłano by myśliwce, by go przechwyciły. Pytanie, dlaczego rejsowy samolot leciał nad obszarem działań wojennych, podczas gdy kilka tysięcy metrów niżej latają samoloty szturmowe _ - powiedział Maciejewski.

Dodał, że jeżeli samolot rzeczywiście został trafiony pociskiem przeciwlotniczym, to pozwolą to stwierdzić nie tylko zapisy czarnych skrzynek, ale i fragmenty poszycia, na pewno także systemy obserwacyjne innych państw zarejestrowały moment trafienia samolotu, co pozwoli określić, skąd wystrzelono pocisk.

W czwartek Boeing 777, najprawdopodobniej zestrzelony pociskiem ziemia-powietrze, rozbił się na Ukrainie, niedaleko granicy z Rosją, w rejonie objętym walkami między siłami ukraińskimi a prorosyjskimi separatystami. Samolot leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Na pokładzie było 298 osób. Wszystkie zginęły.

Czytaj więcej w Money.pl
Komisarz UE uspokaja: Latanie jest bezpieczne Komisarz poinformował, że uruchomił specjalną unijną komórkę antykryzysową ds. lotnictwa i bezpieczeństwa.
Putin stracił sojusznika w Holendrach Konflikt na wschodzie Ukrainy wejdzie obecnie w fazę aktywnej dyplomacji.
Nowe informacje o pasażerach. Lecieli na... Prawie jedną trzecią pasażerów malezyjskiego boeinga stanowili badacze, pracownicy służby zdrowia i działacze. Wszyscy byli specjalistami od HIV/AIDS.
Tagi: katastrofa samolotu, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, prawo, wiadmości
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz