Notowania

wgi
22.10.2013 17:33

Afera WGI. Poszkodowani przed sądem opowiadają o praktykach firmy

- Składałem wniosek o wypłatę pieniędzy, a tu nagle się dowiaduję, że mam jakieś śmieciane obligacje - mówi Jacenty S., jeden z poszkodowanych.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Stanislaw Kowalczuk/East News)

Zostałem oszukany i okradziony - powiedział w Sądzie Okręgowym w Warszawie Jan J., poszkodowany w aferze Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Inny z przesłuchanych stracił w WGI ponad 400 tysięcy złotych.

Sąd przesłuchał także innych poszkodowanych. Wszyscy - jak mówili - zainwestowali w WGI wskutek namowy agenta ubezpieczeniowego, znajomego lub wręcz - jak zeznała jedna z przesłuchanych - przyjaciela, któremu można było zaufać. Początkowo nic nie wzbudzało ich podejrzeń, bo wykazywane przez WGI zyski były umiarkowane, a samą grupę uwiarygodniały osoby znane z pierwszych stron gazet.

Z WGI zawarli umowy pośrednictwa finansowego na rynku Forex, czyli rynku walutowym, a dalej - jak wynikało z zeznań - nie mieli pojęcia, co się działo z ich pieniędzmi. Nie wiedzieli, że gdy WGI SA przekształciła się w WGI Dom Maklerski, to oszczędności ich życia poszły na zakup obligacji innej spółki należącej do grupy - WGI Consulting. Nie mieli pojęcia, że ta z kolei lokowała ich pieniądze - za pośrednictwem WGI Europe - w amerykańskiej instytucji finansowej Wachovia Securities. Nie byli świadomi tego, że za część ich pieniędzy - w sumie ok. 10 mln dolarów - zostały kupione i miały być remontowane w Stanach Zjednoczonych mieszkania dla najuboższych. Nie wiedzieli też, że część ich oszczędności spółka WGI Europe pożyczyła dwóm oskarżonym - Maciejowi S. i Łukaszowi K., którzy byli udziałowcami w tej spółce i zarazem nią zarządzali.

We wtorek Maciej S. powiedział w sądzie, że pożyczki te zostały wykorzystane zgodnie z _ prywatną wolą _ jego i Łukasza K. Pieniądze te nigdy nie zostały zwrócone. Maciej S. tłumaczył to późniejszymi wydarzeniami związanymi z upadłością spółek należących do WGI oraz zajęciem prywatnych majątków należących do niego i do Łukasza K.

Zdaniem jednej z przesłuchanych - Ewy S. - oszustwo zaczęło się jeszcze przed przekształceniem spółki WGI SA w dom maklerski WGI DM, czyli przed kwietniem 2005 r. Świadczą o tym - jak mówiła w sądzie - sprzeczne informacje o stanie jej rachunku, które dostała z Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (obecnie Komisja Nadzoru Finansowego) już po wybuchu afery. Z informacji tych wynikało, że saldo jednego z jej rachunków na dzień przekształcenia WGI SA w WGI Dom Maklerski wynosiło ok. 58 tys. zł - było to o ponad 258 tys. zł mniej niż środki, które wpłaciła na ten rachunek.

_ - To niemożliwe, żeby system informatyczny wykazywał takie różnice, to po prostu niemożliwe _ - mówiła we wtorek z niedowierzaniem Ewa S., domagając się, by oskarżeni wyjaśnili, skąd te różnice. W sumie swoją szkodę obliczyła na prawie 327 tys. zł.

Inny poszkodowany - Jacenty S. stracił ponad 440 tys. zł. Zażądał zwrotu tych pieniędzy zaraz po tym, jak przeczytał w gazetach, że WGI straciła licencję na prowadzenie domu maklerskiego. Dwa dni potem dostał list otwarty, podpisany przez Macieja S. i Łukasza K., zapewniający, że _ WGI DM jest w pełni wypłacalny _ i że dotychczasowa współpraca z WGI DM będzie kontynuowana przez WGI Consulting. To wtedy Jacenty S. po raz pierwszy dowiedział się o tym, że zdecydowana większość jego oszczędności została zamieniona na obligacje WGI Consulting.

_ - Składałem wniosek o wypłatę pieniędzy, a tu nagle się dowiaduję, że mam jakieś śmieciane obligacje _ - mówił Jacenty S., opowiadając, jak napisał skargę w tej sprawie do KPWiG, jak składał wizyty w biurze WGI i jak uporczywie żądał zwrotu zainwestowanych ponad 440 tys. zł.

W odpowiedzi otrzymał w końcu pismo, z którego wynikało, że ma 37 tys. 639 sztuk obligacji WGI Consulting, wartych w sumie ponad 437 tys. zł. Nie otrzymał informacji ani o ich serii, ani o dacie zapadalności. Potem z komunikatu syndyka dowiedział się, że obligacje te nigdy nie figurowały w dokumentacji WGI. _ Z tego wynikało, że nie mam ani pieniędzy, ani obligacji _ - mówił we wtorek w sądzie. W sumie z WGI DM odzyskał 3,6 tys. zł. Swoją stratę szacuje na prawie 414 tys. zł.

_ - Praktycznie straciłem wszystko _ - powiedział inny z poszkodowanych - Jan J., który zgodnie z raportem otrzymanym z WGI na dzień 31 marca 2006 r. miał na rachunku prawie 123 tys. zł. Taka kwota widniała w ostatnim raporcie, podpisanym przez dyrektora Departamentu Działu Obsługi Klienta w WGI, DM jako _ wycena rachunku inwestycyjnego będącą finalnym wynikiem wszystkich operacji zrealizowanych na koncie _.

_ - Teraz w sądzie słyszę, że to były jakieś prognozowane wyniki _ - mówił Jan J. _ To co jest prawdą? To, co twierdzą oskarżeni, czy to, co czytam w piśmie dyrektora Departamentu? _ - pytał zdenerwowany.

W sumie odzyskał niecałe 22 tys. zł, z tego 8,9 tys. zł wypłaciła mu KPWiG z funduszu gwarancyjnego. Wszystko, co odzyskał, wydał już na prawników. We wtorek prosił sąd o zwrot kosztów przyjazdu na przesłuchanie - 48 zł za bilet na busa i 4,40 zł za bilet na warszawskie metro.

Akt oskarżenia przeciwko trzem oskarżonym - Maciejowi S., Łukaszowi K. i Andrzejowi S. - wniosła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, oskarżając ich o wyrządzenie _ szkody majątkowej w wielkich rozmiarach _ w łącznej wysokości prawie 248 mln zł. Tyle mieli stracić klienci WGI. Wszystkim grozi maksymalnie 10 lat więzienia.

Czytaj więcej w Money.pl
Kolejne aresztowania ABW w sprawie VAT Dwie osoby z branży budowlanej, podejrzane o fałszerstwa przy wystawianiu i sprzedaży faktur, zatrzymano w Lublińcu.
Szef Amber Gold posiedzi w areszcie dłużej Sąd odrzucił zażalenie na areszt prezesa Amber Gold Marcina P., złożone przez jego obronę.
Twórcy piramidy finansowej przed sądem Zaczyna się proces grupy, która oszukała klientów na ponad ćwierć miliarda złotych.
Tagi: wgi, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, prawo, wiadmości
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz