Zaczynają się wyprzedaże. Tak Cię będą oszukiwać!

fot: Andresr/Dreamstime
Podstępne strategie marketingowe zaczęły pojawiać się na świecie w latach 80. W Polskich sklepach też zdążyły już zagościć na dobre. Jak się okazuje, wcale nie jesteśmy na nie przygotowani. A niewiele trzeba, by ustrzec się przed niepotrzebnym wydatkiem, powodowanym konsumencką naiwnością. Sztuczek marketingowych jest bowiem ograniczona liczba.
Polacy nie są przygotowani na pułapki, które fundują im sprzedawcy. Z badań Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wynika, że niewielu z nas zna podstawowe prawa i ograniczenia, które nakłada na nas prawo handlowe.
Na przykład, niewielu polskich klientów wie, że nie można domagać się od sprzedawcy, by przyjął od nas towar, który chcemy zwrócić. Większości wydaje się, że przysługuje nam takie prawo, gdy w rzeczywistości oddawanie pieniędzy za kupioną rzecz to dobry obyczaj, a nie obowiązek.

Źródło UOKiK
Lepiej wypada nasza znajomość prawa, gdy chodzi o zasadę reklamacji towaru kupionego w promocji. 53 proc. z nas wie, że takie rzeczy można reklamować, jeśli mają wadę, ale odsetek niezdecydowanych i żyjących w błędzie jest równie duży - w sumie to aż 47 procent.

Źródło UOKiK
Znajomość praw konsumenta pomaga na zakupach, lecz nie wystarcza, by ustrzec się przed naciągaczami. By nie dać się nabrać na niepotrzebny wydatek, trzeba poznać sztuczki marketingowe, które często stosują sprzedawcy.
Opakowania iluzje i udawane promocjeOkres poświątecznych wyprzedaży to czas, kiedy natężenie nie do końca uczciwych zabiegów rośnie. Sprzedawcy prześcigają się w polowaniu na zabłąkanych w gąszczu promocji klientów. Oto jak próbują wyciągać z nas pieniądze:
- Promocja, która nigdy nią nie była. Sprzedawca skreśla na czerwono cenę, której dany towar nigdy nie osiągnął i obok wpisuje dotychczasową, udając, że to poważna obniżka.
- Gratisy nie są darmowe. Gdy chcemy kupić na przykład telewizor, do którego sprzedawca dołącza proste DVD. Sprawdźmy czy czasem obie te rzeczy kupowane osobno, nie będą tańsze niż zestaw.
- Markety na billboardach reklamowych kuszą towarami w wyjątkowo niskich cenach. Potem sprzedają je za tak małe pieniądze, ale rzeczy reklamowanych na plakatach jest tak mało, że wystarcza ich dla promila klientów. Reszta, skoro już do sklepu przyszła, kupuje podobne towary, ale drożej.
- Ceny nabijane przez kasjerów są wyższe niż te wypisane na półkach przy produktach. Sprzedawcy liczą, że klient nie zauważy albo machnie rękę na zmianę ceny po wyczekiwaniu w długiej kolejce.
- Na półkach, które znajdują się na wysokości naszych oczu sprzedawca wystawia towar niekoniecznie najbardziej atrakcyjny pod względem jakości i ceny. Często eksponuje tam coś, co po prostu się nie sprzedaje.
- Outlety coraz rzadziej oferują towary gorszej jakości po niższej cenie. Coraz częściej od zwykłych sklepów różni je tylko nazwa.
- Sprzedawca, obok towaru, na który nałożył dużą marżę, stawia produkt jeszcze droższy od pozostałych. Klienci porównują ich cenę z tym wyjątkowo drogim przedmiotem i uznają, że nie jest ona tak wysoka.
- Wyprzedaż w związku z likwidacją. Często sklepy w krzykliwych banerach informują nas o likwidacji sklepu czy kolekcji. To przeważnie blef, który ma wzbudzić w nas przeczucie niepowtarzalnej okazji.
- Rozmiar opakowania - na przykład w przypadku produktów żywnościowych - może się zmieniać tak, by klient tego nie dostrzegł. Kupujący jest przekonany, że za towar zapłacił tyle samo, co zwykle, a ma go mniej.
- Zastrzeżenia pisane drobnym drukiem. Na dużych planszach, informujących na przykład o 70-procentowej przecenie, niewielką czcionką sprzedawca zaznacza, że tylko nieznaczna część rzeczy leżących pod banerem jest objęta ta promocją.
- Kasjerzy czasem chętnie dzielą się spostrzeżeniami na temat asortymentu, które dotyczą ich prywatnego życia. Gdy mówią: O, takie spodnie kupiłam mężowi!, to prawdopodobnie kazał im tak mówić szef, by utwierdzić klienta w przekonaniu, że dobrze zrobił.
| Gdzie się odwołać, gdy wpadniemy w marketingową pułapkę |
|
Jeśli już klient da się nabrać na fortele, stosowane przez sprzedawcę, czy może coś zrobić? Wszystko zależy od tego, jak dalece posunął się ten drugi. Sprawę tę najlepiej jest wyjaśniać w kilku instytucjach. Pierwszą z nich jest miejski lub powiatowy rzecznik praw konsumenta. Działa on przy urzędach miejskich lub starostwach powiatowych w całej Polsce. Wystarczy zadzwonić na informację magistratu lub do starostwa. Interwencja rzecznika często kończy się na ustnym upomnieniu sprzedawcy, który dużo poważniej traktuje uwagę z jego strony niż pretensje pojedynczego klienta. Drugą pomocną instytucją jest Federacja Konsumentów. Ona również ma sieć swoich doradców terenowych i pomoże w załatwieniu sprawy. Wystarczy wyszukać kontakt do nich na stronie www.federacja-konsumentów.org.pl. Ci, którzy skorzystali z pomocy tych dwóch instytucji, i ciągle nie udało im się załatwić sprawy, mogą iść do sądu. Najszybciej sprawy w tych kwestiach rozstrzyga Polubowny Sąd Konsumencki, którego oddziały działają przy wojewódzkich inspektoratach Inspekcji Handlowej. By jednak doszło do rozprawy przed tym sądem, obie strony muszą się zgodzić na rozstrzygnięcie w tej instancji. Jeśli nie ma zgody obu stron, pozostaje sąd powszechny. Można też złożyć skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK, gdy dochodzą do niego sygnały o podejrzanych praktykach z kilku źródeł, wszczyna postępowanie wobec przedsiębiorcy. |
| Czytaj więcej o prawach konsumenta w Money.pl | |
|
Kupowanie prezentów. Na co trzeba uważać? Masz prawo do reklamacji nawet wtedy, gdy upominek był w promocji lub z wyprzedaży. |
|
W tym Polacy są najlepsi na świecie Piąta, niebieska apaszka i trzecia książka kucharska wcale nie muszą zalegać na dnie szafy. Zobacz, co możesz zrobić z nietrafionymi podarunkami. |
|
Szalejesz na zagranicznych wyprzedażach? Poznaj swoje prawa Rzeczy kupione za granicą na wyprzedaży można reklamować tak samo jak nieprzecenione. W Norwegii zwrócisz nawet towar bez wad. |
tagi


Rozmowa kwalifikacyjna z proacodawca po angielsku lub niemiecku ze strony
wyd. eprofess . pl , ebook pomógł mi przejsc taka rozmowe i dostac prace ,
naprawde bardzo praktyczny i jedyny jaki moge zaoferowac
"Na półkach, które znajdują się na wysokości naszych oczu sprzedawca
wystawia towar niekoniecznie najbardziej atrakcyjny pod względem jakości i
ceny. Często eksponuje tam coś, co po prostu się nie sprzedaje."
Ale oszustwo :-) A co maja chpwac najdrozsze na zapleczu lub pod lada?!
niejaki POBIERACZEK, straszy sądami, choć sam ma do uiszczenia w UOKiK
kolosalną kwotę kary, a sądy polskie ma w głębokim poważaniu?
Nie będę tu wymieniał firm ale chodzi o największych graczy, czy to z
telefonii komórkowej czy telewizji cyfrowej. Brak słów po prostu. Wciskają
Ci ofertę na "super" warunkach a po fakcie okazuje się, że jest
drożej lub czegoś z tej oferty brakuje. I nie ma w tym przypadku bo są do
tego szkoleni! Potem zaczyna się cała procedura reklamacyjna w postaci
składania wniosków, oczekiwania listownego na rozpatrzenie reklamacji,
ogólnego przekomarzania się listownego. Cel jest tylko 1 - by klient się
zniechęcił i to olał. A wiadomo, że dziś mało kto ma wolnego czasu na
cokolwiek. I właśnie od takich największych firm, które powinny świecić
przykładem a robią najgorsze bezczelne przekręty uczą się małe firemki i
stąd spotykamy się z przekrętami każdego dnia - wcale nie trzeba czekać na
pseudo wyprzedaże.
W tradycyjnych sklepach to ja już od dawna na wyprzedażach niczego nie
kupuję. Po to mam interentowe konto w getinie z darmowymi przelewami,
żeby z niego korzystać i wyszukiwać oferyt w sieci.
oj jaki nieladny artykul, to jak kopanie dolkow pod samym soba.
Jak zbyt duzo ludzi zacznie ekonomicznie myslec, przestanie kupowac na
potege niepotrzebne rzeczy,dla poprawy nastroju, lub pod wplywem
marketingu, to ten swiatek i obecny system zwinie sie w rulonik predko.
Maja kupowac, bo jest wyprzedaz, a jak nie maja kasy to brac kredyty.
poza pkt 4 żadna z wymienionych praktyk nie jest oszustwem ponieważ nie
wprowadza klienta w błąd ani co do właściwości towaru ani co do jego
ceny.
Ktoś kto czynihandlowcom zarzut z tego, że chcą sprzedawać swój towar jest
idiotą