Nawet promotorzy okradają studentów

fot: soundfromwayout/CC/Flickr
Nawet 40 procent studentów kopiuje cudze teksty, pisząc pracę magisterską. Za kopiowanie można zostać ukaranym grzywną, ograniczeniem wolności, a nawet więzieniem.
Nierzadko okazuje się jednak, że sami studenci padają ofiarami plagiatu. Promotorzy zamieszczają w swoich pracach naukowych obszerne fragmenty ich prac, przypisując sobie ich autorstwo - pisze Dziennik Gazeta Prawna.
W celu ograniczenia liczby nieuczciwie napisanych prac magisterskich część uczelni stosuje tradycyjne metody walki z plagiatem. Rzecznik Uniwersytetu Opolskiego Marcin Miga mówi, że najlepszym sposobem jest systematyczna praca w ramach relacji promotor-student.
Remedium na nagminne łamanie praw autorskich na polskich uczelniach może być sprawdzanie prac informatycznym systemem antyplagiatowym. Jest on stosowany w stu szkołach wyższych. System określa, w jakim stopniu praca była pisana niesamodzielnie. Wskazuje także liczbę zapożyczonych fragmentów.
ZOBACZ TAKŻE:
- Wiadomości z kraju i ze świata na Twojej stronie internetowej
- Najważniejsze informacje w twojej skrzynce e-mail!

promotorzy to lenie i dla nich liczy sie tylko grub akasa od kazdego
studenta. nie chca sie spotykać, nie pomagaja, wazniejsze sa dla nich
marginesy i podpisy pod tabelami niz tresc. czytalem tez ksiazke
promotora, byla to bardzo odtworcza praca z tabelami i wykresami
identycznymi jak w starszych pracach w temacie. Czego sie spodziewac skoro
tytul dala im KOMUNA
Rozwiązaniem jest obowiązek publikacji pracy licencjackiej, magisterskiej
itd na stronach uczelni lub uczelnianej biblioteki.
Tak aby każdy mógł tam wejść i przeczytać. Wtedy każdy sam może porównać
twórczość i stwierdzić czy to plagiat czy nie.
Poza tym, skoro uczelnia jest państwowa, należałoby dać społeczeństwu zysk
z takiej nauki, czyli żeby każdy mógł się dokształcić, czytając czyjąś
pracę.
Ponadto, część prac ma charakter wyjątkowo odtwórczy. Powinno być
zaznaczone że student musi jak najwięcej dać od siebie w takiej pracy
Nie ma sensu praca w której omawia się ten sam problem odwołując się do
istniejących już dzieł. Powinno się postawić na kreatywność.
najlepszym sposobem jest systematyczna praca w ramach relacji
promotor-student.
Przy tej liczbie studentów jest to niemożliwe i to jest kolejny argument
za znacznym ograniczeniem tej liczby poprzez powrót do tradycyjnej
rekrutacji i/lub znaczne podwyższenie wymagań/ kryteriów.
To nie jest szkolnictwo wyższe, ale przemysłowy chów osób z dyplomem. To
zasadnicza różnica.
dowiaduję się, że jestem "produktem" jakiegoś przemysłu. Jest mi
przykro, że takie uogólnienia stają się normą.